Strony na Facebooku a kwestia jakości

Uprzedzam od razu, wpis szczególnie odkrywczy nie będzie. Łatwość tworzenia i promowania miejsc do dzielenia się swoją treścią ze światem powoduje, że zabierają się do tego zadania również osoby, nazwijmy to... mniej rozgarnięte. Tak było, jest i będzie, bo samemu portalowi na rękę jest generowanie jak największej ilości treści - o czym już pisałem - jej jakość nie ma wielkiego znaczenia.

Od pewnego czasu mam jednak wrażenie, że kilka zjawisk występuje na praktycznie każdym "fanpejdżu", a ponadto, nasila się. Ze swoich obserwacji mogę wymienić kilka zabiegów, które są powszechne i bardzo denerwują.

Czytaj dalej

Jak (dobrze) umieścić komunikat o cookies

Sobak, jako wybitny specjalista w dziedzinach accessability, usability i innych –ity ma dla Was najnowszą super-wypasioną poradę przydatną w dzisiejszych czasach. Będzie ona dotyczyć… cookies. Małych, niewinnych ciasteczek, które od maja tego roku zostały skazane na bycie piętnowanymi przez Unię Europejską miłościwie nam panującą.

Mam ja krótkie pytanie: dlaczego prawie nikt nie umieścił komunikatu o cookies na dole strony bez fixed? Najczęściej widuję strony, które taki komunikat mają przyczepiony na górze. Dosyć rzadko dzieje się tak, że po przewinięciu w dół komunikat zostaje na górze (czyli po prostu nie ma fixed). Wiele stron zdecydowało się umieścić taki komunikat na dole, jednak w takim rozwiązaniu mamy permanentnie ucięte kilkanaście pixeli z dołu strony.

Natomiast zestaw, do którego chciałbym Was przekonać, czyli informacja umieszczona na dole strony i nie przylepiona do dołu ekranu na fixed, mimo że zdaje mi się najlepszy, widziałem raptem na kilku stronach WWW (choćby Google/Youtube czy Forumweb). Dlaczego takie rozwiązanie jest wg mnie najlepszym wyjściem? Przede wszystkim nie zabieramy na stałe przestrzeni z ekranu. Komunikaty z fixed rezerwują sobie nieraz wiele przestrzeni i dopóki użytkownik ich nie zamknie będą wędrować z nami podczas czytania strony. Komunikat umieszczony na dole może być przeczytany przez użytkownika po zobaczeniu tego, po co przyszedł na stronę. To przecież nie informacja o ciasteczkach jest dla niego najważniejsza.

Dlaczego więc webmasterzy tak bardzo upodobali sobie inne formy? Zwięzłą i bardzo ciekawą analizę przedstawił logeen na Forumweb.pl. W skrócie: jako pierwsze komunikat o cookies wprowadziły witryny rządowe. Webmasterzy, a raczej ich zleceniodawcy pod natłokiem całego szumu jaki wywołała zmiana prawa uznali strony rządowe za dobry wzorzec i gwarancję zgodności ze znowelizowaną ustawą ("to nie może być złe bo tak robi strona prezydenta/premiera etc").

Tymczasem przedstawione przeze mnie rozwiązane w żaden sposób nie narusza ustawy Prawo Telekomunikacyjne. Ustawa o samym komunikacie mówi jedynie, że ma być on jednoznaczny, bezpośredni i zrozumiały dla użytkownika.

abonent lub użytkownik końcowy zostanie uprzednio jednoznacznie i bezpośrednio poinformowany, w sposób łatwy i zrozumiały

W związku z tym porada na dziś będzie taka: nie marnujcie miejsca na monitorach Waszych czytelników, nie marnujcie ich uwagi na czytanie tego samego komunikatu po raz kolejny. Odpowiednia wzmianka w stopce spokojnie wystarczy.

Kilka słów o dzisiejszych grach komputerowych

Czasem lubię pograć w jakieś stare gry, klasyki – na przykład Settlers II, Heroes III of Might and Magic, Gothic I i II itp. Jeśli chodzi o nowe gry, to gram w nie raczej niewiele. Obserwując z boku to, jak zmienia się rynek gier i jak wyglądają dzisiejsze produkcje muszę przyznać, że zmiany przyjmują kierunek coraz bardziej niekorzystny dla gracza.

Pierwszą sprawą na którą chcę zwrócić uwagę są wszechobecne zabezpieczenia antypirackie. Połowę instalacji stanową bzdurne kody zabezpieczeń, klucze seryjne, aktywacja przez Internet itd. Miałem kiedyś taką sytuację, że nie mogłem uruchomić gry – jak najbardziej oryginalnej. Po bardzo długich próbach z mojej strony pomógł mi kolega, okazało się, że system zabezpieczeń stosowany przez grę doczekał się nowej wersji – o ile pamiętam to trzeba było podmienić jakiś DLL.

Drugim przykładem na to, jak przez zabezpieczenia antypirackie cierpią legalni gracze jest niedawna sytuacja firmy Ubisoft (dystrybutor m.in. wspomnianych Heroes III, zobaczcie ile się zmieniło przez te lata). Otóż firma ta przenosiła serwerownię (wraz z serwerami, które sprawdzały legalność), w związku z czym nabywcy ich gier przez około tydzień nie mieli możliwości grania. A piraci? A piraci grają :) I jak tu być dobrym?

Kolejny mój zarzut wobec dzisiejszych gier będzie powiązany z pierwszym. Posłużę się kolejnym porównaniem do Heroes III, korzystając z okazji, że obok mnie leży pudełko z oryginalnymi Heroes VI. Już na przodzie pudełka widnieje napis „Wymagane jest jednorazowe połączenie z Internetem celem uruchomienia gry”. Totalny bezsens – po co marnować łącze, po co marnować czas? Pomijam już oczywistą wadę, osoby pozbawione internetu nie zagrają nawet w single player…. Gdzie tu logika?

Trzecia sprawa – otwieramy wyżej wspomniane pudełko. Kiedyś ujrzałbym tam instrukcję - grubą bądź nie, ale zawierającą najważniejsze informacje, takie do jakich warto sięgnąć podczas gry. Co widzę teraz? Zobaczmy po kolei:

  1. Płyta, w zasadzie jedyny element w tym pudełku z listy oczekiwanych.
  2. Ulotka formatu A5, to samo w sześciu języków. Na samej górze rzuca się w oczy angielski nagłówek „Online manual”. Znajdziemy tam instrukcję otwarcia PDF-a z instrukcją, znajdującego się na płycie. Cięcia kosztów zabijają klimat, ponownie. Witamy w świecie konsumpcjonizmu i gównianej jakości :)
  3. Kolejna ulotka, tym razem od wydawcy gry – Ubisoft. Pozwolę sobie zacytować kilka zdań. „Zbieraj Punkty grając w gry firmy Ubisoft” – no dobra, to jeszcze można olać.
    „Odblokuj dodatkową zawartość gier”, „Pobierz zawartość dodatkową” – kolejny znak dzisiejszych gier, dodatkowa pobierana zawartość (downloadable content, DLC), rzecz jasna płatna i wymagająca internetu.
  4. Ulotka trzecia, komputer z procesorem Intela, dedykowany pod tę grę (sic!)
  5. I oto przed nami kolejna ulotka. Reklama dodatku „Might & Magic: Clash of Heroes”. Idealny przykład wyżej wspomnianego DLC.
  6. Reklama czegoś co się zowie „Ubicollectibles” – w skrócie, chodzi o to, że możemy sobie zamówić jakąś tam figurkę czegoś tam. Doprawdy pasjonujące…

I co? To cała zawartość pudełka. Zero przydatnych rzeczy. Ach nie, przepraszam! Ubisoft w cenie gry sprzedał nam parę gram opału. Doprawdy, nieoceniona pomoc!

Kolejny zarzut wobec dzisiejszych gier. To w zasadzie może być połączeniem obu powyższych spraw. Tym razem konkretnym przykładem będzie gra GTA IV. Więc tak: instaluję sobie tę genialną grę, 16GB. Zastanawiam się ile GB mógłbym zaoszczędzić nie dostając chociażby hiszpańskiej wersji językowej w pakiecie ;)

Odpalamy grę. Tutaj się zaczyna długa droga :) Najpierw jedno logo, potem odpala się aplikacja Rockstar Games Social Club, możemy się tam zalogować, ale mam to głęboko w dupie, zbywam pierwszy przeszkadzacz przyciskiem „Skip login”. Potem zaczyna się odpalać sama gra. Oczywiście, coprygihty muszą być. Gratis do nich dostajemy cudowną możliwość zalogowania się do Windows Live, który towarzyszy nam przez całą grę, możemy go wywołać klawiszem HOME. No tak, właśnie o tym marzyłem uruchamiając GTA… Potem już tylko przebrnąć przez logo Rockstar Games, Rockstar Games North i mamy ekran startowy gry. 2/3 tego ekranu stanowią informacje od wydawcy pobierane z internetu. Rozumiem potrzebę marketingu, ale to kolejny syf przedłużający oczekiwanie na grę. Mam ochotę nauczyć się assemblera i okroić tę aplikację…

Sprawa chyba ostatnia. Totalny przerost formy nad treścią. Cukierkowa grafika plus totalny brak gry walności, zero oryginalności – bardzo częsta przypadłość w tych czasach. Minecraft się broni :D Przez tą ilość wodotrysków i wyżej wspomnianych pierdół, gry są bardziej zasobożerne. Odnoszę wrażenie, że nikomu już nie chce się optymalizować aplikacji.

Nie oczekuję czegoś ogromnego od gier. Chcę odpalić grę i pograć... Chcę zapłacić za produkt, nie za stos spamu w pudełku. Chcę dostać jakiś poziom grywalności a nie tylko cudną grafikę. Czy to naprawdę tak duże wymagania?

A Wy co sądzicie o dzisiejszych grach? Mam rację, czy po prostu zatrzymałem się w rozwoju i jestem niedzisiejszy? :D

Cenzura internetu – krótkie przemyślenie

Mamy już kwiecień, Wielkanoc. Od styku stycznia i lutego minęły już ponad dwa miesiące. Czy ktoś pamięta jeszcze o bardzo głośnej w tamtym czasie sprawie z ACTA? Ktoś na pewno… Czy pamięta o tym większość opinii publicznej? Na pewno nie…

Wtedy wszyscy byli nakręceni, z akcją udało się trafić do naprawdę wielu osób, które pozornie nie były nią zainteresowane. Było to zresztą bardzo dobrze widać na ulicach – mało kto wiedział przeciwko czemu protestował.

W tamtym okresie udało się przeniknąć do mediów maintstreamowych, do szerokiej opinii publicznej. Stało się to za sprawą tak krytykowanych ataków „Anonymos” na witryny rządowe. Generalnie mówiąc: nie popieram takiej formy przekazu jak atakowanie strony, z którą chce się prowadzić dyskusje, ale uważam, że trzeba przyznać, że bez tych ataków, sprawa nigdy nie dostała by się do głównych mediów. Potrzeba było sensacji, złamania prawa, zrobienia czegoś „przeciwko systemowi”, aby zwrócić na tę sprawę uwagę tych środków przekazu. Dlatego też, uważam, że „Anonimowi” (zamierzenie lub nie) odwalili w tym aspekcie kawał dobrej roboty.

Temat ACTA już dawno ucichnął, pojawiły się nowe, które zajęły media. Rząd oficjalnie wycofał się z planów wprowadzania ACTA w Polsce. W związku z tym zniknęło też zainteresowanie większości społeczeństwa. Tymczasem, na horyzoncie pojawiły się doniesienia o pracach nad kolejną ustawą typu SOPA/ACTA/PIPA – tym razem jeszcze ostrzejszą.

Czy i tym razem uda się zapobiec cenzurze internetu? Już chyba jasne jest dla Was sedno mojego wywodu: aby było zainteresowanie opinii publicznej, musi być zainteresowanie mainstreamu. Tak więc czy teraz uda się przyciągnąć ich uwagę? Wątpię, żeby udało się tego dokonać kolejnymi atakami na witryny internetowe, w końcu już w styczniu było ich tyle, że ludzie powoli zaczęli przechodzić nad nimi do porządku dziennego…

Załóżmy jednak, że komuś uda się ściągnąć zainteresowanie na ten temat. Powiedzmy, że przejdzie do ataków realnych, obrzuca ministra Boniego kamieniami – taki personalny bruteforce ;) Czy ludzie będą się w stanie zmotywować do kolejnych protestów? Sądzę, że nie i widzę to już po moim mieście. W Olsztynie na pierwszą manifestację (25.01.12) przyszło około trzech tysięcy osób. Wynik nie najniższy patrząc na liczebność miasta i wyniki z reszty kraju. Na drugą manifestację odbywającą się bodajże trzeciego lutego przyszło już tylko kilkanaście.

Widać, że zdobycie zainteresowania ludzi i skupienie go na jednej kwestii przez długi czas jest praktycznie niemożliwe. W związku z tym, wybaczcie, ale happy endu nie będzie. Sądzę, że jeszcze maksymalnie trzy próby wprowadzenia tego typu prawa i któraś z nich na 100% zakończy się sukcesem.

I tak całkiem przy okazji: Wesołych świąt (nie wiem kiedy się składa życzenia, nie wiem kiedy są święta… jutro?). Jak nie trafiłem z terminem, to otwórzcie sobie we właściwym dniu :P

Przemyślenia o ACTA – akt pierwszy

Z powodu dzisiejszego niemyślenia w wyjątkowo silnej postaci, postanowiłem wybrać sobie (tak dla odmiany :D) temat mniej techniczny. Mianowicie, aby nie pozostać w tyle, stwierdziłem, że i Sobak będzie cool i napisze coś o ACTA.

Jaki jest mój stosunek do ACTA? Jakby to kogoś obchodziło, to jestem zdecydowanie przeciwny wprowadzaniu rozwiązań w tej formie, jeśli nie obchodzi to proszę wcisnąć ctrl+w i mieć święty spokój :) Przede wszystkim sądzę, że takie przepisy powinno wprowadzać się na szczeblu prawa krajowego czyli jako zwykłe nowelizacje istniejących ustaw. Wprowadzanie tego na poziomie umowy międzynarodowej momentalnie powoduje to, że każde z państw biorących udział przy tworzeniu i wprowadzaniu tej umowy będzie chciało zagarnąć część korzyści dla siebie. Z tego nie może wyjść nic dobrego.

Drugą sprawą jest sposób wprowadzenia ACTA. Informacja o tym wyciekła na 43 stronie komunikatu prasowego na temat rolnictwa i rybołówstwa. Jawna kpina ze wszystkich obywateli państw sygnujących umowę i tyle.

Następna sprawa jaką chciałem poruszyć to temat, zdaniem wielu, szczeniackich ataków na strony gov. Szczeniackie czy nie, uważam, że przyniosły w rezultacie bardzo dobry efekt. Stanowiły idealny materiał dla żądnych sensacji mediów mainstreamowych. Co dałoby kilkaset merytorycznych apeli? Nic, wszystkie przeszłyby bez echa. Sądzę, że kilka nawet tak prostackich akcji było konieczne aby zwrócić uwagę mediów, które kreują opinię większości społeczeństwa.

Sprawa któraś z kolei - "zawieszenie ratyfikacji" przez Premiera. Dlaczego w cudzysłowie? Ano dlatego, że nie ma z punktu prawnego czegoś takiego jak "zawieszenie ratyfikacji umowy międzynarodowej", więc po raz kolejny mamy do czynienia ze zwykłym zabiegiem który ma uspokoić wzburzone emocje. W końcu w Polsce odbyły się dziesiątki manifestacji ulicznych, w których łącznie wzięło udział kilkaset tys. ludzi.

Możliwości prawnego zablokowania ratyfikacji ACTA istnieją. Chodzi mi o ostatnio poruszany temat referendum ogólnokrajowego w tej sprawie. Cytując za artykułem 70 ustawy o referendum ogólnokrajowym, ustępem pierwszym:

O wyborze trybu wyrażenia zgody na ratyfikację umowy międzynarodowej w drodze referendum decyduje Sejm, uchwałą podjętą bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Czyli pierwszą przeszkodą jest konieczność uzyskania większości bezwzględnej w Sejmie, aby w ogóle móc zorganizować referendum w tej sprawie. Ponadto jeśli frekwencja referendum wyniesie poniżej 50%, to referendum nie ma głosu decydującego, a jedynie doradczy (wszyscy myślący wiedzą jak zostanie potraktowany taki głos). 50% frekwencji przy referendum to bardzo optymistyczne założenie. Skoro przy wyborach, które są niesamowicie mocno nagłaśniane gdzie tylko się da frekwencja jest niewiele wyższa, to łatwo nie będzie. Warto mieć na uwadze, że naprawdę duża część ludzi, która wyszła na ulice, to byli ludzie poniżej 18 roku życia, a oni w referendum brać udziału nie mogą. Trzeba by uświadomić ludziom, że ACTA nie dotyczy tylko internetu (a tak niestety myśli większość), że po jej wprowadzeniu nie mogliby dostać tańszych części zamiennych do samochodu czy tańszych zamienników przyjmowanych leków.

Podnoszony przez rząd argument, który mówił, że Polska podpisała ACTA, aby nie być postrzegana jako kraj popierający piractwo właśnie upadł ;) Niemcy właśnie wycofały się z zamiaru podpisania umowy. Jak widać są kraje, które dbają o własne interesy i wszyscy widzimy, że lepiej na tym wychodzą.

Jeśli chodzi o spotkanie Premiera z obiema stronami konfliktu ws. ACTA. Sam sposób jego organizacji był przygotowany tak, aby zjawiło się na nim jak najmniej chętnych. Zaproszenia na poniedziałkowe spotkanie zostało rozesłane w piątek, po godzinach pracy, świetne wyczucie. Przez to naprawdę wielu bloggerów i innych zaproszonych osób nie udało się na spotkanie (choćby Niebezpiecznik czy Kominek, a rząd zyskał genialny argument: podnosili tyle szumu w proteście, a nie chcieli przyjść porozmawiać na spokojnie. Bardzo zgrabne posunięcie :)

Cała sprawa ACTA, zdaje się przelała czarę goryczy u wielu ludzi napełniającą się już od dłuższego czasu. Mimo tego z perspektywy czasu (którą specjalnie chciałem mieć do dyspozycji podczas pisania tego wywodu) widać, że szum medialny powoli cichnie, zwłaszcza w mainstreamowych mediach, a cała sprawa pewnie skończy się na ratyfikacji umowy...

Kultura obrazkowa

Już od długiego czasu widać było w Polsce rosnącą popularność serwisów, w których internauci mogli wrzucić obrazek i dostawić do niego opis. Tak zaczęła się mania na Demotywatory. Gdy JoeMonster zrozumiał, że stało się to niesamowicie popularne, zaczął mnożyć serwisy tego typu dzieląc je powiedzmy ze względu na tematykę. Powstały Komixxy, Mistrzowie, Piekielni, Rodzynki, Student Potrafi i bóg wie co jeszcze… Był to po prostu sposób na pokazanie użytkownikowi jeszcze większej ilości reklam.

Wiele osób przeszła obojętnie nad pojawianiem się nowych serwisów spod skrzydeł JoeMonstera: na Komixxy wchodzili głównie ludzie na przełomie podstawówki i gimnazjum, co było widać doskonale po stale spadającym poziomie humoru na tej stronie.

Wkrótce później stały się popularne serwisy osób trzecich działające dokładnie na tej samej zasadzie (większość na praktycznie nie zmienionej szacie graficznej). Pojawiły się pornodemotywatory czy serwisy typu wiocha.pl niesamowicie często odwiedzane przez uczniów na lekcjach informatyki. Potem popularność zaczęły zyskiwać serwisy, które w zasadzie nie robiły nic innego, tylko powielały treści z serwisów JoeMonstera. Mówię między innymi o Bestach, czy Kwejku.

Dla każdego, kto przeglądając takie serwisy choć trochę myśli, stało się oczywiste, że stale zubożają one poziom humoru zastępując go wymyślnymi mrugającymi napisami. Doszło do tego, że ludzie, aby przekazać jedno zdanie światu, zapisują je w Paincie na obrazku  i wrzucają chociażby na Kwejka. Do tego dochodzi też fakt powtarzania się treści. Mówię nawet nie tyle o dublowaniu treści między wspomnianymi serwisami , bo to oczywiste, ale chociażby o tym, że te same zdania możemy znaleźć w tym samym serwisie w odstępie dwóch stron. Bardziej popularne i chętniej wstawiane na fejsa staje się oczywiście to, które zostało zapisane w bardziej oczojebny sposób. Oczywiście, bo czym byłby obrazek nie zapisany w formie GIF-a z masą ozdobników i brokatem na każdej literze. Oczywiście obrazki te przekazują bardzo ambitne treści.

Po tym krótkim wywodzie widać, że kultura obrazkowa wypiera nie tylko wszystkie serwisy, gdzie mądre (lub częściej głupie) zdanie można napisać, bo teraz, żeby coś było cool musi zostać przedstawione na obrazku, nawet jeśli są to dwa wyrazy. Zastanawiam się kiedy, aby mój blog był cool , będzie musiał być publikowany w formie obrazków?

Licencja na internet

Podróżując po Internecie muszę tak jak pewnie większość z Was przebić się przez kilometry internetowego mułu, aby w końcu dojść do tego czego szukałem.

Kilkanaście lat temu, to właśnie dlatego powstało Google – aby pomóc ludziom oddzielić informacje wartościowe od najzwyklejszych śmieci. Niestety dzisiaj nawet z wyszukiwarką podróżowanie po Internecie nie jest łatwe.

WWW jest po prostu za duża. Wpisując proste zapytanie do dowolnej wyszukiwarki, otrzymujemy setki jeśli nie tysiące wyników. Oczywiście nie wszystkie z nich są wartościowe.

Ogromną część zasobów Internetu (nie tylko polskiej części, choć na tej się skupię) stanowią:

  • Blo0gaski na serwisach typu blog.onet.pl
  • Forra$ski na fora.pl i dziesiątkach innych
  • Pornoblogi fotoblogi sweet nastolatek i innych Emo
  • Świeżo zainstalowane, nawet trochę niezmodyfikowane Joomle!, PHP-Fusiony, WordPressy, na hostingach typu YoYo.pl

Zastanawiałem się dlaczego chyba żaden z wyżej wymienionych serwisów nie kasuje nieużywanych stron. Czyżby chodziło im wyłącznie o duże liczby w statystykach? Niestety chyba tak.

Swego czasu razem z kolegą z nudów sporządziliśmy listę kilkuset stron łamiących regulamin na YoYo.pl. Mail był wysyłany kilkukrotnie, od ponad pół roku brak jakiejkolwiek reakcji.

Podobne kłopoty serwisy robią przy usuwaniu kont. Miałem taką przygodę z MojeForum.net. Próbowałem usunąć stamtąd pewne bardzo stare forum. Odpowiedź admina to było coś w stylu „Nie ma takiej możliwości. Zawsze możesz skasować wszystkie działy i posty”.

O braku możliwości usunięcia konta (chociażby na HotScripts.pl – brak reakcji od ponad pół roku) nie ma już co nawet mówić.

Czy serwisom nie powinno poniekąd zależeć na tym aby nieużywane konta/strony/etc były usuwane? Po co marnować serwery i transfer?

W tym momencie chyba jedynym skutecznym, choć rzecz jasna nierealnym wyjściem byłoby wprowadzenie czegoś w rodzaju licencji na Internet. Powinna się składać z prostego testu na inteligencję oraz, co ważne, sprawdzenia zasad pisowni i interpunkcji.

Bo dużym problemem jest w zasadzie jedna sprawa. Ludzie bardzo często przy zakładaniu strony/forum/bloga nie mają pomysłu o czym ona/ono/on będzie. Pytanie proste – to po co zakładają? Aby spamować w Google?

Niech już ludzie sobie piszą o pierdołach – takie prawo Internetu (co zresztą widać po owym blogu :P), ale niech przynajmniej wiedzą czego chcą.

Spodobało mi się rozwiązanie stosowane jakiś czas temu przez pewien hosting. Usługa generalnie była bezpłatna tylko bodajże co 3 miesiące trzeba było wysłać SMS-a potwierdzającego aktywność konta. Kosztował on jedynie 2zł+VAT, a pozwolił znacząco ograniczyć ilość porzuconych stron.

Ja, aby nie być hipokrytą pokasowałem wszystkie swoje stare strony i konta jakie tylko mogłem. Wszystkie nieaktywne blogi/fora/strony domowe zostały tylko na moim localhoście i płytach.

A jak jest z Wami? Też macie jakieś antyki w Internecie czy wywalacie takie rzeczy z sieci?

Trafić z tematem…

Pisząc swojego bloga nigdy nie starałem się trafić w jakiś temat po to aby nabić sobie odwiedzin. Pisałem po prostu tylko o tym, czym chciałem podzielić się z innymi.

Tymczasem okazało się, że niechcący trafiłem w naprawdę mocną tematykę. W ostatni czwartek napisałem wpis o łańcuszkach w Orange. Miał być to krótki wpis na temat denerwującego mnie spamu.

Dziś, około pół godziny temu, jak od czasu do czasu, postanowiłem sprawdzić moje statystyki w Google Analytics.

Pierwszą rzeczą o której pomyślałem było to, że G Analytics skasowało mi poprzednie odwiedziny, ale po najechaniu na ową wybitą do góry kropę ujrzałem liczbę... 297. Być może na niektórych z Was ta liczba nie robi wrażenia, ale w przypadku gdzie mój blog ma ok. 20 odwiedzin dziennie, a dotychczasowy rekord wynosił 49, to powyższa sytuacja była dla mnie szokiem.

Postanowiłem zbadać tą sytuację. Moją pierwszą myślą było to, że boty spammerskie w jakiś sposób zaczęły wykonywać JS od G Analytics, jednak sprawdzenie z jakiej lokalizacji pochodzą odwiedziny tego dnia. Okazało się, że ok 98% było z Polski. To dość mocno zbiło mnie z tropu.

Postanowiłem sprawdzić po jakich słowach znaleziono moją stronę.

Wtedy wszystko stało się jasne. Po prostu... trafiłem z tematem :)

PHP 5.4 alpha wydane – krok do przodu? [aktualizacja]

Wczoraj developerzy PHP wydali pierwszą wersję alpha z gałęzi 5.4. Wersja ta przynosi sporo zmian, w tym kilka które naprawdę warto wymienić:

  • usunięto register_globals - wprawdzie nikt normalny tego nie włącza, ale to będzie jedna luka bezpieczeństwa mniej o którą będziemy się martwić
  • usunięto safe_mode - hostingi przestaną nas tym męczyć
  • <?= jest teraz zawsze dostępne bez względu na ustawienie short_tags
  • Dodano domyślnie multibyte support. Wcześniej, aby go mieć należało skompilować PHP z opcją --enable-zend-multibyte. Teraz można to włączać lub wyłączać w php.ini
  • zdeprecjonowano funkcję mysql_list_dbs()
  • sporo innych zmian - głównie w rozszerzeniach

Na ostudzenie emocji można zadać dwa pytania. Po pierwsze: kiedy doczekamy się wersji finalnej? Drugie pytanie może jeszcze bardziej zdemotywować: Kiedy doczekamy się wprowadzenia PHP 5.4 na hostingach (nie mówiąc już o tych darmowych, które aktualizacje PHP często odciągają jak tylko się da).

Pełna lista zmian tutaj.

 

Aktualizacja (09.07.11)

Wszystko wskazuje na to, że w prowadzonym właśnie głosowaniu kolejnych zmian do wersji finalnej zostaną wywalone także magic quotes. Niedługo osiągnę PHP-ową Nirvanę :)

 

Aktualizacja (16.08.11)

W najnowszej wersji PHP5.4 - alpha 3 zostały usunięte wszystkie rzeczy związane z magic quotes.

[Mini] Jakby to było dobrze…

Pierwszy wpis w nowopowstałej kategorii "Mikroblog". Nazwa i prefix wpisu chyba tłumaczą wszystko. Proszę nie spodziewać się zbyt wiele :)

Muszę niektórych rozczarować, to nie będą fantazje erotyczne... To po prostu kilka drobnych myśli, które naszły mnie podczas pisania kolejnej wersji IronCMS-a. Chodzi mi tu o możliwości, które ma wprowadzić HTML5 i PHP6.

Logo HTML 5

Pomyślmy tylko jakby to było pięknie gdyby:

  • zamiast pisać potworki w stylu <input onFocus="if (this.value=='Wpisz swój komentarz...') {this.value='';}" onBlur="if (this.value=='') {this.value='Wpisz swój komentarz...'}" [...] />, móc napisać po prostu <input placeholder="Wpisz swój komentarz" ... />
  • praktycznie całą walidację po stronie klienta wykonywać za pomocą takich atrybutów jak required czy pattern (porównywanie tekstu wpisanego z regExem na poziomie HTML-a - marzenie) oraz odpowiednich wartości podanych w type (gdy podamy np. email, to adres zostanie sprawdzony przez browsera)
  • móc nie mieć w PHP takich archaizmów jak safe_mode, register_globals, czy magic_quotes. W większości wypadków są one wyłączone, jednak gdy jest inaczej, to możemy mieć sporo roboty, np. z kasowaniem slashy dodaną przez tego ostatniego "ficzera".
  • nie musieć podawać masy zbędnych atrybutów takich jak
    • całego długiego doctype w stylu <!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD XHTML 1.0 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/xhtml1/DTD/xhtml1-transitional.dtd"> - wystarczy nowe <!DOCTYPE html>
    • deklarowanie kodowania poprzez długaśne <meta http-equiv="Content-Type" content="text/html; charset=UTF-8"> - w HTML to <meta charset="UTF-8">
    • oczywiste wartości atrybutu type, takie jak text/css dla arkuszy stylów, czy text/javascript dla plików JS
  • mieć semantyczne tagi dla najczęstszych części strony (header, footer, article, section i spółka). Wyszukiwarki pewnie też odetchnęłyby z ulgą
  • w końcu ujednolicona obsługa filmów na stronach poprzez tag video
  • wiele więcej...

Do tego wszystkiego dorzuciłbym jeszcze jedno nierealne życzenie. Żeby przeglądarki działały jak kompilatory. Nie wybaczały nawet najmniejszych błędów :P

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że każdy kto interesował się HTML-em 5, nie znajdzie tu wiele nowego, ale po prostu chciałem się podzielić przemyśleniami. Więc proszę nie bić ;)

Jeśli kogoś to zainteresowało i chciałby poczytać conieco o tym co nas czeka, to mogę polecić kurs DiveInto HTML 5

PS: Obrazki we wpisach. Czyżby nowy trend na sobak.pl?