Spotify – nowe ograniczenia w pakiecie Free

Dziś dostałem następującą wiadomość email od Spotify:

(...)
Chcielibyśmy Cię poinformować, że w dniu 12 sierpnia 2013 r. zostały wprowadzone zmiany Ogólnych Warunków Umownych Korzystania z Serwisu Spotify, w szczególności odnoszące się do Bezpłatnej Usługi. Możesz zapoznać się z nowymi Ogólnymi Warunkami Serwisu Spotify.
(...)

Logo Spotify

Po zajrzeniu do podlinkowanego regulaminu potwierdziłem swoje przypuszczenia. Serwis wprowadził kolejne limitacje dla darmowego pakietu. Przechodząc od razu do sedna, po udaniu się do odpowiedniego punktu FAQ możemy ujrzeć następującą informację:

Nieograniczone odtwarzanie strumieniowe przez 6 pierwszych miesięcy
Gdy utworzysz swoje konto Spotify, przez sześć pierwszych miesięcy będziesz mieć możliwość nieograniczonego przesyłania strumieniowego muzyki w ramach konta Spotify Free. Po tych sześciu pierwszych miesiącach pojawią się pewne ograniczenia czasu odtwarzania.

Ile muzyki można odtwarzać strumieniowo
Zaczynając od 10 godzin, Twoje konto będzie otrzymywać co tydzień przydział 2,5 godziny odtwarzania strumieniowego. Niewykorzystany czas w danymi tygodniu jest sumowany. W ten sposób czas odtwarzania strumieniowego może być sumowany do maksymalnie 10 godzin.

Czas odtwarzania strumieniowego jest co tydzień dodawany do Twojego konta – tego samego dnia tygodnia, w którym zostało utworzone Twoje konto Spotify, mniej więcej o tej samej porze dnia.

Analizując szybko podane informacje: limity dotkną nas po 6 miesiącach od założenia konta. Będziemy mogli słuchać do 2,5h muzyki tygodniowo (limit nie dotyczy oczywiście muzyki znajdującej się lokalnie na naszym komputerze, a jedynie dodanej do Spotify). Niewykorzystany czas będzie sumowany (aby wykorzystać go później), przy czym jego ilość nie może przekroczyć 10h.

Nie sądzę aby mnie osobiście dotknęły nowe zmiany. Spotify wykorzystuję głównie do poznawania nowych zespołów lub szybkiego przejrzenia i przesłuchania dyskografii danego artysty. Niewątpliwie jednak, dla osób, które używają usługi Spotify jako głównego źródła muzyki na swoim komputerze owe limity będą dosyć dotkliwe (limit 2,5h nie wystarczył by mi na jeden dzień, nie mówiąc o tygodniu, po prostu większość słuchanej muzyki biorę z innych źródeł niż Spotify).

Co sądzicie o wprowadzonych regulacjach? Nie jest to przypadkiem strzał w stopę? Wydaje mi się, że wiele osób w obliczu limitów po prostu porzuci tę usługę i potrzebne im utwory pobierze na dysk, a jako źródło utworów do jednorazowego przesłuchania zacznie wykorzystać choćby YouTube.

[Minecraft] Jak wyłączyć griefing endermanów i eksplozje creeperów?

Tematem dzisiejszej krótkiej porady będzie Minecraft - popularna gra sandboksowa. Pokażę, jak w prosty sposób można wyłączyć wszelki griefing wykonywany przez moby. Wlicza się w to:

  • niszczenie bloków poprzez eksplozje creeperów, ghastów i witherów
  • podnoszenie bloków przez endermany
  • wyłamywnanie drzwi przez zombie

Swego czasu stworzyłem plugin MobsControl, który realizował powyższe zadania, ale od Minecrafta w wersji 1.4.2 wyłączenie powyższych zachowań jest możliwe przez wykonanie jednej komendy.

Multiplayer
Wykonanie komendy wymaga uprawnień operatora. Z konsoli serwera lub wykonaj następującą komendę:
/gamerule mobGriefing false

Singleplayer
Wykonanie tej czynności w trybie singleplayer wymaga włączenia cheats (oszustwa) przy tworzeniu świata. Inaczej nie będzie możliwe wykonanie komendy. Komenda tak jak powyżej:
/gamerule mobGriefing false

Uwagi na koniec
Rozróżniana jest wielkość znaków! Jeśli chcemy przywrócić ustawienia domyślne to po prostu zmieniamy false na true i wykonujemy komendę raz jeszcze.

[Mini] Yoyo.pl upada? Oby…

Uwaga: ten wpis jest ciężki do czytania, zaplątany, niepoukładany i w zasadzie nie ma celu poza przekazaniem kilku luźnych przemyśleń. 

Dziś uderzam do Was z takim zbiorem przemyśleń zapoczątkowanych jednym konkretnym wydarzeniem. Mój kolega, Soanvig, zwrócił mi uwagę na fakt, że strona hostingu YoYo.pl nie odpowiada. Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo ucieszyłem się z tego faktu :D To nie jest tak, że ja nie lubię YoYo.pl, nieee... ja po prostu nie znoszę większości stron na nim hostowanych.

Co mi w nich przeszkadza? Czy to, że są na słabym poziomie? Nie, bo to można spokojnie powiedzieć o mojej stronie, tak jak o każdej innej. Rozchodzi mi się o to, że yoyo.pl stało się niesamowitym wysypiskiem. Miejscem, które nie było sprzątane od lat. Pamiętam, że koło 1,5-2 lat temu nudząc się, z pomocą kolegi napisałem listę ponad 100 stron w domenie yoyo.pl, które ewidentnie łamały ich regulamin. Dodatkowo: do każdej z wymienionych stron podałem punkt regulaminu, na podstawie którego powinna zostać usunięta. Całą listę wysyłałem do nich chyba trzykrotnie - oczywiście z odpowiednim odstępem czasowym. Reakcji nie ma do dziś, jak nie trudno się domyślić.

Lista 100 stron może brzmi w jakiś sposób imponująco, jednak tego samego dnia, gdy ją stworzyłem, w serwisie YoYo założono ponad 350 nowych stron. Teraz pomyślcie: ile z nich przetrwa więcej niż miesiąc? Obstawiam, że niewiele. Ile z nich zostanie skasowane, gdy właściciele zrezygnują z pomysłu prowadzenia strony? Pewnie żadna... Tutaj warto też wspomnieć o tym, że większość z tego co zawarłem na liście wysłanej do YoYo, to były strony gdzie instalacja nie została dokończona lub była nieprawidłowa i strona sypała błędami PHP, tak więc nie ma mowy o tym, aby taki materiał mógł być jakoś przydatny.

I to jest według mnie istota problemu. Zalew informacji w internecie jest ogromny, ale dużo z tego chaosu rodzi się ponieważ... ludzie po prostu po sobie nie sprzątają. Z drugiej strony wiele firm poważnie utrudnia usuwanie tego, co raz już się do internetu wrzuciło. Właśnie dlatego nie obraziłbym się gdyby tak duży gracz jak YoYo zniknął. Ciekawe o ile odetchnąłby index polskich stron w Google? :D

 

To tyle ze zbioru luźnych przemyśleń. Mam nadzieję, że ten output z mojego mózgu w jakikolwiek sposób nadaje się do czytania. Tymczasem YoYo.pl nie odpowiada już kolejną godzinę (z błędu 503 przerzuciło się w międzyczasie na błąd 504 - jakaś inkrementacja czy co? xD czekam na 666). Ponadto zauważyłem że należące niegdyś do nich forum WebTips.pl przekierowuje na całkiem inny adres - nie wiem czy to nowa sytuacja czy coś starszego, ale mam nadzieję, że cała konstrukcja wkrótce runie.

PS: O YoYo pisałem już w kontekście bugu na ich stronie.

TypeFriendly – tworzenie dokumentacji i podręczników

Witajcie, w dzisiejszym wpisie chciałbym przedstawić Wam jedno z narzędzi przydatne przy tworzeniu projektów (i to nie tylko typowo webowych). Bohaterem dzisiejszego wpisu będzie TypeFriendly, czyli generator dokumentacji, manuali czy podręczników.

TypeFriendly to skrypt PHP działający w konsoli (CLI), napisany przez Tomasza „Zyxa” Jędrzejewskiego. Jest dostępny jako open source. Autor przedstawił inne podejście do tworzenia dokumentacji niż autorzy np. phpDocumentatora (phpDoc). Zamiast bazowania na setkach komentarzy porozrzucanych po plikach PHP i opisujących poszczególne zmienne, funkcje, metody czy klasy, TypeFriendly generuje dokumentację na bazie plików w specjalnym formacie – jednakże tworzonych w całości przez użytkownika. To powoduje, że może być on wykorzystywany nie tylko do PHP lub w ogóle nie do programowania – można w nim po prostu stworzyć dowolny podręcznik.

Materiał wejściowy dla skryptu to zbiór plików *.txt o ustandaryzowanych nazwach i zawartości opisywanej za pomocą składni Markdown z pewnymi ulepszeniami i dodatkami. Autor bardzo intuicyjnie przewidział tworzenie poszczególnych rozdziałów z nieskończoną ilością zagnieżdżeń, tworzenie linkowania pomiędzy nimi oraz takich elementów jak spisu treści. Większość elementów nawigacyjnych jest generowana automatycznie na podstawie pewnych szczególnych tagów dodawanych do każdego pliku oraz nazw tych plików.

Składnia Mardown została wzbogacona o możliwości, które mogą okazać się przydatne przy tworzeniu różnego rodzaju manuali – między innymi automatyczne kolorowanie kodu z użyciem GeSHi czy wstawianie różnego rodzaju wskazówek, ostrzeżeń czy informacji do tekstu.

Skrypt wspiera bezproblemowo opcję tworzenia dokumentacji w wielu językach. Dużym plusem jest też fakt, iż na bazie tego samego materiału wejściowego (czyli zbioru odpowiednich plików *.txt) TypeFriendly jest w stanie wygenerować kilka rodzajów podręczników (różniących się głównie nawigacją pomiędzy poszczególnymi częściami) oraz kilka ich formatów – aktualnie dostępna jest możliwość generowania osobnych rozdziałów w osobnych plikach lub wygenerowanie wszystkiego w jednym dużym pliku HTML.

Żeby nie rozpisywać się już zbytnio, o tym co niepotrzebne – skrypt został zaopatrzony w bardzo dobrą dokumentację – wygenerowaną oczywiście w nim samym ;) Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że jego użytkowanie nie wymaga dużego nakładu pracy, a efekty bardzo szybko się zwracają w postaci uporządkowanych i estetycznych podręczników.

Skrypt i wspomniana dokumentacja jest dostępna do pobrania na stronach grupy Invezzia zajmującej się jego tworzeniem i rozwojem.

Mam nadzieję, że ta lekko chaotyczna prezentacja skryptu zachęciła Was do skorzystania z niego. Jeśli ktoś zakładał tworzenie dokumentacji dla swojego projektu, to przedstawione rozwiązanie ułatwi i przyspieszy ten proces.

MobsControl – okiełznaj endermany, creepery i zombie w Minecraftcie

Dzisiaj chciałbym Wam zaprezentować kolejną moją "produkcję", która znalazła się na stronie w dziale portfolio.

MobsControl jest bardzo prostą wtyczką przeznaczoną dla serwera Bukkit, który umożliwia grę multiplayer w Minecrafta. Wtyczka blokuje kilka z zachowań mobów (potworów), są to:

  • Creepery eksplodują zadając normalne obrażenia, ale nie niszczą żadnych bloków. W ten sposób unikniesz strat na mapie w ich wyniku.
  • Endermany nie mogą podnosić żadnych bloków. Skutecznie blokuje dewastację mapy, endermany będą nadal występować i atakować gracza, po prostu nie będą nic podnosić.
  • Zombie nie mogą wyłamywać drzwi. Uwaga: zombie będą nadal podążać w kierunku drzwi i uderzać w nie. Plugin blokuje jedynie możliwość ich wyłamania. Wynika to z faktu, że w obecnej wersji API nie ma możliwości wyłączenia ataków na drzwi, wymaga to przekompilowania Bukkita.

Ostatnia wersja na jakiej testowałem wtyczkę, to Bukkit 1.2.5, jednak powinna spokojnie działać z nowszymi :) Wtyczki można bezproblemowo używać na serwerach Tekkit.

Więcej informacji i download wtyczki tutaj.

Minecraft TechnicPack (i API)

W dzisiejszym wpisie chciałbym opisać swoje wrażenia i przemyślenia na temat TechnicPacka, czyli zbioru modyfikacji do gry Minecraft. Zacznijmy od tego czym dokładnie jest ten cały TechnicPack: otóż jest to program który za pomocą swojego launchera potrafi w banalny sposób zainstalować nam Minecrafta z ogromną ilością powiązanych tematycznie modyfikacji.

Po pobraniu TechnicLaunchera na swój komputer (o dziwo nie działa mi wersja *.exe na Windowsa, więc korzystam z wersji *.jar na wszystkie systemy) możemy zainstalować jedną z pięciu paczek modyfikacji:

  • Technic – na tej paczce skupię się w tym wpisie
  • Tekkit – wersja multiplayer dla Technica (nazwa nawiązuje rzecz jasna do „Technicznego Bukkita”)
  • YogBox
  • VoxelModPack
  • Hack Slash Mine

Instalacja moda jest prosta aż do bólu. Po prostu wybieramy jednego z nich, wpisujemy dane swojego konta Minecraft i klikamy przycisk „Login”. W tym momencie rozpocznie się pobieranie wszystkich modyfikacji potrzebnych do skompletowania danej paczki. W przypadku Technica jest to około 100MB, więc sami musicie ocenić, ile zajmie to waszemu połączeniu internetowemu.

Przed rozpoczęciem opisywania samego Tekkita chcę zwrócić uwagę na dwie rzeczy: po pierwsze, TechnicLauncher wymaga podania danych do konta Minecraft, więc jest tylko dla Premium. Oczywiście w Internecie są jego scrackowane kopie :P
Po drugie: dowolne zainstalowane modpacki z TechnicPacka są niezależne od siebie samych jak i od zwykłego Minecrafta. Każdy z nich ma własny folder a więc i foldery takie jak saves, texturepacks, bin itd.

Jak już powiedziałem ja skupię się na krótkim opisaniu Technica. Jest to bardzo rozbudowana paczka modyfikacji, tak więc podstawą było znalezienie sobie jakiegoś źródła informacji. Oczywiście masa jest wszelakich poradników na YouTubie. Jednak, jako że preferuję tekst, bo mam dosyć wolne łącze i po prostu szybko czytam, to chciałem sobie znaleźć coś pisanego. Mogę polecić TechnicPack Wiki, która zawiera sporo rozbudowanych artykułów w języku angielskim.

Po zainstalowaniu Technica i zalogowaniu się, ukaże się niezmienione, znane wszystkim menu główne Minecrafta. Zdziwić może jeden fakt, Technic jest oparty na Minecrafcie 1.1 (podczas pisania tego artykułu najnowszą wersją stabilną jest 1.2.5).

Ja z powodu chęci przyspieszenia gry usunąłem mody Milenaire i Not Enough Items (jakby ktoś nie wiedział – coś podobnego do TooManyItems –mod do cheatowania). Ustawiłem także grafikę na tryb fast i render distance na normal (nie wiedzieć czemu domyślnie był ustawiony na far, mimo tego, że nawet nie mam 64-bitowej Javy). Po tych zabiegach gra zabiera mi około 1.2GB RAM-u (tak tak, witamy w świecie zasobożernych modyfikacji ;)), a ilość FPS-ów wystarcza do wygodnej gry.

Pierwsze kroki z Techniciem zapewne będą dla Was trudne. Z pozoru normalny Minecraft, jednak co chwilę możemy natknąć się na masę materiałów niewiadomego zastosowania, takich jak miedź, srebro, szafiry, rubiny, cynk itd. Tutaj z pomocą przychodzi zalinkowana powyżej wiki.

Na Technica składa się ponad 30 modyfikacji jednak dosyć łatwo można wyodrębnić te, które najbardziej zmieniają rozgrywkę:

  • Industrial Craft – kolosalna modyfikacja. Umożliwia tworzenie rozmaitych maszyn, generatorów, dzięki niej możemy nawet zbudować reaktor jądrowy (nie radzę stawiać zbyt blisko domu, jeśli nie chcecie mieć krateru przez niedopatrzenie :P). Zbudowanie niektórych maszyn wymaga tak dużo zasobów i przetwarzania ich w różnych innych maszynach, że nie zdziwcie się jeśli do uzyskania jednego bloku będziecie potrzebować i 10 minut (zwłaszcza jeśli w międzyczasie będziecie musieli dobierać surowce, bo łatwo o czymś zapomnieć).
  • Buildcraft – bardzo rozbudowana modyfikacja umożliwiająca m.in. tworzenie automatycznie pracujących kamieniołomów, automatycznych stołów craftingowych,  dostarczająca ogromną ilość rozmaitych pomp, silników i rur – zastosowań jest masa – wystarczy poszukać dobrze w sieci.
  • RedPower – modyfikacja dla wszystkich „elektryków” redstone. Jednym może popsuć całą zabawę z niedogodnościami w Minecrafcie (na przykład przekazywanie sygnału do góry), innym może tylko zdjąć z głowy niepotrzebne utrudnienia i pozwolić zająć się faktycznym działaniem, gdyż pozwala m.in. na kładzenie kabli w pionie. Przy okazji warto też wspomnieć o innej modyfikacji zawartej w Technicu, czyli o Wireless Redstone. Nazwa chyba mówi wszystko, ale jeśli nie, to powiem tylko krótko że jest to bezprzewodowy redstone. Stawiamy nadajnik, stawiamy odbiornik i mamy z głowy ciągnięcie kabli przez niewygodne miejsca.
  • Equivalent Exchange – modyfikacja pozwalająca na wymianę jednych przedmiotów na inne (każdemu przedmiotowi jest przyznawana jakaś wartość i na tej zasadzie się to odbywa) oraz udostępniająca nam specjalną skrzynię "klonującą" itemy, która jest zasilana wyłącznie światłem. Oczywiście mod umożliwia o wiele więcej, jednak to są najważniejsze funkcje.
  • Mo' Creatures - masa nowych mobów - szczury, myszy, kozy, konie, ogry, wilki, wilkołaki, tygrysy, nowe szkielety, skorpiony itd itd. Jest tego pewnie z kilkadziesiąt sztuk.

Poza tym znajdziecie ogrom innych modyfikacji np. dodających różne nowe rodzaje broni – od noży, przez halabardy i młoty bojowe, aż po muszkiety z bagnetami i armaty.

Na mapie możemy odnaleźć wiele ruin czegoś w rodzaju świątyń (zasługa moda CARuins). Warto się rozejrzeć, bo prawie w każdej znajdziemy jakąś skrzynkę (i mob spawner :D)

Technic diametralnie odmienia rozgrywkę w Minecrafta i niektórym może być ciężko, zwłaszcza na początku, jednak uważam, że wszyscy, którzy lubią się bawić w różne automatyzacje czynności albo po prostu mają dosyć zwykłego Minecrafta spędzą z tą modyfikacją trochę czasu.

Wiążę też lekkie nadzieje w związku z zapowiadanym na wersję 1.3 API dla modyfikacji. Fakt, że jak na razie mamy już chyba 12 snapshotów i po API ani śladu, ale zakładam optymistycznie, że po prostu się nim nie chwalą. Jestem bardzo ciekaw zmian w wydajności, rozmiarze i szybkości przygotowywania Technica. W końcu to bardzo duża paczka modyfikacji i w takiej skali będzie łatwiej zauważyć zmiany.

Nie wiem czy ktoś z Was interesował się tym jak tworzy się modyfikacje dla klienta Minecrafta, więc krótko opiszę. Minecraft Coder Pack (polecany na forum MC) zawiera... dekompilator jego kodu źródłowego :D Tak więc instrukcja instalowania modyfikacji, to: otwórz minecraft.jar, usuń META-INF i podmień jakieś pliki *.class. No fajnie, przy jednym modzie proste aż do bólu, ale co jeśli kilka modów chce wprowadzić zmiany w tym samym pliku? Już mamy kiszkę.

Dlatego właśnie powstały tzw. mod loadery, np. ModLoader (bardzo oryginalna nazwa, nie ma co). Zapobiegają one występowaniu kolizji między modami i ułatwiają ich modyfikację (nie ruszamy minecraft.jar, po prostu w folderze MC pojawia się nam podfolder mods/, do którego wrzucamy modyfikacje w formacie *.jar). Już jest lepiej, prawda? Jednak tu pozostają dwie zasadnicze kwestie. Wydajność takiego rozwiązania i to, że takich modloaderów jest kilka (sam Tekkit zawiera trzy, bo różne mody zostały dostosowane do rożnych loaderów). Dlatego też z niecierpliwością czekam na oficjalne API modyfikacji dla Minecrafta. Czy wydadzą je w wersji 1.3? Mam nadzieję, że dowiemy się już niedługo :)

Kilka słów o dzisiejszych grach komputerowych

Czasem lubię pograć w jakieś stare gry, klasyki – na przykład Settlers II, Heroes III of Might and Magic, Gothic I i II itp. Jeśli chodzi o nowe gry, to gram w nie raczej niewiele. Obserwując z boku to, jak zmienia się rynek gier i jak wyglądają dzisiejsze produkcje muszę przyznać, że zmiany przyjmują kierunek coraz bardziej niekorzystny dla gracza.

Pierwszą sprawą na którą chcę zwrócić uwagę są wszechobecne zabezpieczenia antypirackie. Połowę instalacji stanową bzdurne kody zabezpieczeń, klucze seryjne, aktywacja przez Internet itd. Miałem kiedyś taką sytuację, że nie mogłem uruchomić gry – jak najbardziej oryginalnej. Po bardzo długich próbach z mojej strony pomógł mi kolega, okazało się, że system zabezpieczeń stosowany przez grę doczekał się nowej wersji – o ile pamiętam to trzeba było podmienić jakiś DLL.

Drugim przykładem na to, jak przez zabezpieczenia antypirackie cierpią legalni gracze jest niedawna sytuacja firmy Ubisoft (dystrybutor m.in. wspomnianych Heroes III, zobaczcie ile się zmieniło przez te lata). Otóż firma ta przenosiła serwerownię (wraz z serwerami, które sprawdzały legalność), w związku z czym nabywcy ich gier przez około tydzień nie mieli możliwości grania. A piraci? A piraci grają :) I jak tu być dobrym?

Kolejny mój zarzut wobec dzisiejszych gier będzie powiązany z pierwszym. Posłużę się kolejnym porównaniem do Heroes III, korzystając z okazji, że obok mnie leży pudełko z oryginalnymi Heroes VI. Już na przodzie pudełka widnieje napis „Wymagane jest jednorazowe połączenie z Internetem celem uruchomienia gry”. Totalny bezsens – po co marnować łącze, po co marnować czas? Pomijam już oczywistą wadę, osoby pozbawione internetu nie zagrają nawet w single player…. Gdzie tu logika?

Trzecia sprawa – otwieramy wyżej wspomniane pudełko. Kiedyś ujrzałbym tam instrukcję - grubą bądź nie, ale zawierającą najważniejsze informacje, takie do jakich warto sięgnąć podczas gry. Co widzę teraz? Zobaczmy po kolei:

  1. Płyta, w zasadzie jedyny element w tym pudełku z listy oczekiwanych.
  2. Ulotka formatu A5, to samo w sześciu języków. Na samej górze rzuca się w oczy angielski nagłówek „Online manual”. Znajdziemy tam instrukcję otwarcia PDF-a z instrukcją, znajdującego się na płycie. Cięcia kosztów zabijają klimat, ponownie. Witamy w świecie konsumpcjonizmu i gównianej jakości :)
  3. Kolejna ulotka, tym razem od wydawcy gry – Ubisoft. Pozwolę sobie zacytować kilka zdań. „Zbieraj Punkty grając w gry firmy Ubisoft” – no dobra, to jeszcze można olać.
    „Odblokuj dodatkową zawartość gier”, „Pobierz zawartość dodatkową” – kolejny znak dzisiejszych gier, dodatkowa pobierana zawartość (downloadable content, DLC), rzecz jasna płatna i wymagająca internetu.
  4. Ulotka trzecia, komputer z procesorem Intela, dedykowany pod tę grę (sic!)
  5. I oto przed nami kolejna ulotka. Reklama dodatku „Might & Magic: Clash of Heroes”. Idealny przykład wyżej wspomnianego DLC.
  6. Reklama czegoś co się zowie „Ubicollectibles” – w skrócie, chodzi o to, że możemy sobie zamówić jakąś tam figurkę czegoś tam. Doprawdy pasjonujące…

I co? To cała zawartość pudełka. Zero przydatnych rzeczy. Ach nie, przepraszam! Ubisoft w cenie gry sprzedał nam parę gram opału. Doprawdy, nieoceniona pomoc!

Kolejny zarzut wobec dzisiejszych gier. To w zasadzie może być połączeniem obu powyższych spraw. Tym razem konkretnym przykładem będzie gra GTA IV. Więc tak: instaluję sobie tę genialną grę, 16GB. Zastanawiam się ile GB mógłbym zaoszczędzić nie dostając chociażby hiszpańskiej wersji językowej w pakiecie ;)

Odpalamy grę. Tutaj się zaczyna długa droga :) Najpierw jedno logo, potem odpala się aplikacja Rockstar Games Social Club, możemy się tam zalogować, ale mam to głęboko w dupie, zbywam pierwszy przeszkadzacz przyciskiem „Skip login”. Potem zaczyna się odpalać sama gra. Oczywiście, coprygihty muszą być. Gratis do nich dostajemy cudowną możliwość zalogowania się do Windows Live, który towarzyszy nam przez całą grę, możemy go wywołać klawiszem HOME. No tak, właśnie o tym marzyłem uruchamiając GTA… Potem już tylko przebrnąć przez logo Rockstar Games, Rockstar Games North i mamy ekran startowy gry. 2/3 tego ekranu stanowią informacje od wydawcy pobierane z internetu. Rozumiem potrzebę marketingu, ale to kolejny syf przedłużający oczekiwanie na grę. Mam ochotę nauczyć się assemblera i okroić tę aplikację…

Sprawa chyba ostatnia. Totalny przerost formy nad treścią. Cukierkowa grafika plus totalny brak gry walności, zero oryginalności – bardzo częsta przypadłość w tych czasach. Minecraft się broni :D Przez tą ilość wodotrysków i wyżej wspomnianych pierdół, gry są bardziej zasobożerne. Odnoszę wrażenie, że nikomu już nie chce się optymalizować aplikacji.

Nie oczekuję czegoś ogromnego od gier. Chcę odpalić grę i pograć... Chcę zapłacić za produkt, nie za stos spamu w pudełku. Chcę dostać jakiś poziom grywalności a nie tylko cudną grafikę. Czy to naprawdę tak duże wymagania?

A Wy co sądzicie o dzisiejszych grach? Mam rację, czy po prostu zatrzymałem się w rozwoju i jestem niedzisiejszy? :D

Cenzura internetu – krótkie przemyślenie

Mamy już kwiecień, Wielkanoc. Od styku stycznia i lutego minęły już ponad dwa miesiące. Czy ktoś pamięta jeszcze o bardzo głośnej w tamtym czasie sprawie z ACTA? Ktoś na pewno… Czy pamięta o tym większość opinii publicznej? Na pewno nie…

Wtedy wszyscy byli nakręceni, z akcją udało się trafić do naprawdę wielu osób, które pozornie nie były nią zainteresowane. Było to zresztą bardzo dobrze widać na ulicach – mało kto wiedział przeciwko czemu protestował.

W tamtym okresie udało się przeniknąć do mediów maintstreamowych, do szerokiej opinii publicznej. Stało się to za sprawą tak krytykowanych ataków „Anonymos” na witryny rządowe. Generalnie mówiąc: nie popieram takiej formy przekazu jak atakowanie strony, z którą chce się prowadzić dyskusje, ale uważam, że trzeba przyznać, że bez tych ataków, sprawa nigdy nie dostała by się do głównych mediów. Potrzeba było sensacji, złamania prawa, zrobienia czegoś „przeciwko systemowi”, aby zwrócić na tę sprawę uwagę tych środków przekazu. Dlatego też, uważam, że „Anonimowi” (zamierzenie lub nie) odwalili w tym aspekcie kawał dobrej roboty.

Temat ACTA już dawno ucichnął, pojawiły się nowe, które zajęły media. Rząd oficjalnie wycofał się z planów wprowadzania ACTA w Polsce. W związku z tym zniknęło też zainteresowanie większości społeczeństwa. Tymczasem, na horyzoncie pojawiły się doniesienia o pracach nad kolejną ustawą typu SOPA/ACTA/PIPA – tym razem jeszcze ostrzejszą.

Czy i tym razem uda się zapobiec cenzurze internetu? Już chyba jasne jest dla Was sedno mojego wywodu: aby było zainteresowanie opinii publicznej, musi być zainteresowanie mainstreamu. Tak więc czy teraz uda się przyciągnąć ich uwagę? Wątpię, żeby udało się tego dokonać kolejnymi atakami na witryny internetowe, w końcu już w styczniu było ich tyle, że ludzie powoli zaczęli przechodzić nad nimi do porządku dziennego…

Załóżmy jednak, że komuś uda się ściągnąć zainteresowanie na ten temat. Powiedzmy, że przejdzie do ataków realnych, obrzuca ministra Boniego kamieniami – taki personalny bruteforce ;) Czy ludzie będą się w stanie zmotywować do kolejnych protestów? Sądzę, że nie i widzę to już po moim mieście. W Olsztynie na pierwszą manifestację (25.01.12) przyszło około trzech tysięcy osób. Wynik nie najniższy patrząc na liczebność miasta i wyniki z reszty kraju. Na drugą manifestację odbywającą się bodajże trzeciego lutego przyszło już tylko kilkanaście.

Widać, że zdobycie zainteresowania ludzi i skupienie go na jednej kwestii przez długi czas jest praktycznie niemożliwe. W związku z tym, wybaczcie, ale happy endu nie będzie. Sądzę, że jeszcze maksymalnie trzy próby wprowadzenia tego typu prawa i któraś z nich na 100% zakończy się sukcesem.

I tak całkiem przy okazji: Wesołych świąt (nie wiem kiedy się składa życzenia, nie wiem kiedy są święta… jutro?). Jak nie trafiłem z terminem, to otwórzcie sobie we właściwym dniu :P

Facebook – maszynka do generowania contentu (zawartości)

Dzisiejszy artykuł chciałbym poświęcić stronie, która w pewnym obszarze zdominowała internet, a także życie realne niektórych osób. Mowa oczywiście o Facebooku - serwisie społecznościowym Marka Zuckerberga. Uściślając: skupię się na tym, na ile różnych sposobów Facebook zapewnia sobie generowanie ogromnych ilości treści (ang. content) przez każdego z użytkowników.

Kwestią podstawową jest oczywiście efekt kuli śnieżnej/wirusowego rozprzestrzeniania informacji czy jak tam kto jeszcze zechce go nazwać. Sprawa jest prosta, pokażę o co chodzi na najprostszym przykładzie. Osoba A właśnie polubiła stronę "Placki". Informacja o tym natychmiast pojawia się na jej tablicy, czyli sercu każdego profilu na Facebooku. Oprócz tego, że informacja o polubieniu witryny pojawiła się na jej tablicy, to informacja ta pojawia się w specjalnym boxie umieszczonym nad czatem, gdzie możemy prawie w czasie rzeczywistym śledzić wszystkie poczynania wszystkich naszych znajomych (dodanie kogoś do znajomych, polubienie komentarza/zdjęcia/strony, udostępnienie materiału, odpisanie na komentarz i tak dalej... Wszystko co tylko się da).

Jeszcze lepiej sprawa wygląda w przypadku udostępnienia jakiegoś materiału na swojej tablicy. Wiele stron na Facebooku jest zrobionych w następujący sposób. Intrygujący tytuł - np. "10 najładniejszych dziewczyn w Polsce". Aby obejrzeć treść strony musimy ją polubić oraz udostępnić ją na swojej tablicy.

Tak więc przy każdym użytkowniku mamy dwa zdarzenia: polubienie strony, a więc informacja nad chatem (i na tablicy lubiącego) oraz jej udostępnienie, które łączy się z pokazaniem informacji o tym nie tylko na tablicy udostępniającego, ale także w zakładce Aktualności każdego z jego znajomych. Oczywiście zachęca to tylko kolejne osoby do udostępnienia i polubienia danej strony. Jeśli któraś z nich to zrobi, to jednocześnie dowiaduje się o tym jej powiedzmy 100 znajomych. I mamy typowy efekt kuli śnieżnej.

Rzecz jasna zdarzenia udostępnienia strony możemy skomentować, a każdy z komentarzy (swój także) możemy polubić. Informacje o tym natychmiast pojawią się w tak zwanych powiadomieniach, które są bardzo łatwo dostępne z każdej podstrony Facebooka.

Powiadomienia to bardzo istotny element omawianej machiny. Domyślnie są one wyświetlane nie tylko na stronie, o części rzeczy jesteśmy informowani także emailami. Ponadto przy nowym powiadomieniu na stronie, dynamicznie zmienia się jej tytuł na pasku kart. Z "Facebook", na "(x) Facebook", gdzie x odpowiada liczbie nieprzeczytanych powiadomień. Wykorzystywane są praktycznie wszystkie drogi dotarcia z informacją do użytkownika. Dostępna jest też rzecz jasna opcja otrzymywania powiadomień poprzez SMS więc odpada problem braku włączonego komputera oraz aplikacji do obsługi FB na telefonie. Możemy też zasubskrybować powiadomienia z Facebooka jako zwyczajny kanał RSS.

Kolejnym sposobem na wygenerowania jeszcze większego ruchu a przy tym i treści jest to, że przy każdym odświeżeniu jakiejś podstrony Facebooka, w specjalnie wyznaczonym miejscu po prawej stronie mamy wybrane 5 stron, które lubią nasi znajomi. Po polubieniu którejś z nich natychmiast jest ona zastępowana kolejną propozycją strony do polubienia. Strony na Facebooku są zakładane dla: witryn internetowych, artystów, społeczności (np. popularna w ostatnich dniach "Nie dla ACTA w Polsce"), polityków, gwiazd, miast, miejsc i praktycznie wszystkiego co tylko możliwe. W związku z tym ich ilości nie trzeba nawet tłumaczyć, zawsze będzie nowa strona, którą akurat polubił któryś ze znajomych użytkownika, a więc jeśli choćby pięciu z jego znajomych też ją polubi, to informacja o tym dociera do wszystkich ich znajomych. Zakładając, że średnia liczba znajomych wynosi po około stu na osobę (a nie ma w tym żadnej przesady, przynajmniej nie w górę), to informacja o tym fakcie dociera od razu do pięciuset osób. Trzeba tutaj wziąć oczywiście poprawkę na wspólnych znajomych, tak więc ilość osób lekko się zmniejsza.

Następnym elementem tej machiny są aplikacje, które można tworzyć w obrębie Facebooka. Część z nich jest faktycznie przydatna, ale wiele to coś w stylu „wyślij czekoladkę Twojemu bliskiemu”. Całkowicie bez sensu, ale w tym momencie mamy od razu wpis na tablicy osoby A („A podarowała czekoladki B. Podaruj czekoladki komuś innemu!!!”) oraz na tablicy osoby B („B dostała czekoladki od A. Odwdzięcz się.” Właśnie w ten sposób działa duża część aplikacji, zachęta do jak najszerszego ich używania. Przy tej okazji można też wspomnieć o aplikacji, która co jakiś czas zamieszcza automatycznie na tablicy użytkownika wpis „XYZ is 0-100 percent happy Today”. Zero przydatności, no ale zawsze to można poszpanować czymś na tablicy. Naprawdę nie rozumiem po co ludzie tego używają.

To tylko część z aspektów budowy Facebooka, w celu uzyskania jak największego ruchu i jak najdłuższego zatrzymania użytkownika na stronie. O marketingu na Facebooku, który dość ściśle wiąże się z tym tematem (większy ruch == większy zysk) można by napisać naprawdę wiele książek, i z pewnością wiele ich jeszcze powstanie.

Jako ciekawostka: licząc powyższy artykuł, dorobiłem się już stu wpisów na sobak.pl :)

Przemyślenia o ACTA – akt pierwszy

Z powodu dzisiejszego niemyślenia w wyjątkowo silnej postaci, postanowiłem wybrać sobie (tak dla odmiany :D) temat mniej techniczny. Mianowicie, aby nie pozostać w tyle, stwierdziłem, że i Sobak będzie cool i napisze coś o ACTA.

Jaki jest mój stosunek do ACTA? Jakby to kogoś obchodziło, to jestem zdecydowanie przeciwny wprowadzaniu rozwiązań w tej formie, jeśli nie obchodzi to proszę wcisnąć ctrl+w i mieć święty spokój :) Przede wszystkim sądzę, że takie przepisy powinno wprowadzać się na szczeblu prawa krajowego czyli jako zwykłe nowelizacje istniejących ustaw. Wprowadzanie tego na poziomie umowy międzynarodowej momentalnie powoduje to, że każde z państw biorących udział przy tworzeniu i wprowadzaniu tej umowy będzie chciało zagarnąć część korzyści dla siebie. Z tego nie może wyjść nic dobrego.

Drugą sprawą jest sposób wprowadzenia ACTA. Informacja o tym wyciekła na 43 stronie komunikatu prasowego na temat rolnictwa i rybołówstwa. Jawna kpina ze wszystkich obywateli państw sygnujących umowę i tyle.

Następna sprawa jaką chciałem poruszyć to temat, zdaniem wielu, szczeniackich ataków na strony gov. Szczeniackie czy nie, uważam, że przyniosły w rezultacie bardzo dobry efekt. Stanowiły idealny materiał dla żądnych sensacji mediów mainstreamowych. Co dałoby kilkaset merytorycznych apeli? Nic, wszystkie przeszłyby bez echa. Sądzę, że kilka nawet tak prostackich akcji było konieczne aby zwrócić uwagę mediów, które kreują opinię większości społeczeństwa.

Sprawa któraś z kolei - "zawieszenie ratyfikacji" przez Premiera. Dlaczego w cudzysłowie? Ano dlatego, że nie ma z punktu prawnego czegoś takiego jak "zawieszenie ratyfikacji umowy międzynarodowej", więc po raz kolejny mamy do czynienia ze zwykłym zabiegiem który ma uspokoić wzburzone emocje. W końcu w Polsce odbyły się dziesiątki manifestacji ulicznych, w których łącznie wzięło udział kilkaset tys. ludzi.

Możliwości prawnego zablokowania ratyfikacji ACTA istnieją. Chodzi mi o ostatnio poruszany temat referendum ogólnokrajowego w tej sprawie. Cytując za artykułem 70 ustawy o referendum ogólnokrajowym, ustępem pierwszym:

O wyborze trybu wyrażenia zgody na ratyfikację umowy międzynarodowej w drodze referendum decyduje Sejm, uchwałą podjętą bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Czyli pierwszą przeszkodą jest konieczność uzyskania większości bezwzględnej w Sejmie, aby w ogóle móc zorganizować referendum w tej sprawie. Ponadto jeśli frekwencja referendum wyniesie poniżej 50%, to referendum nie ma głosu decydującego, a jedynie doradczy (wszyscy myślący wiedzą jak zostanie potraktowany taki głos). 50% frekwencji przy referendum to bardzo optymistyczne założenie. Skoro przy wyborach, które są niesamowicie mocno nagłaśniane gdzie tylko się da frekwencja jest niewiele wyższa, to łatwo nie będzie. Warto mieć na uwadze, że naprawdę duża część ludzi, która wyszła na ulice, to byli ludzie poniżej 18 roku życia, a oni w referendum brać udziału nie mogą. Trzeba by uświadomić ludziom, że ACTA nie dotyczy tylko internetu (a tak niestety myśli większość), że po jej wprowadzeniu nie mogliby dostać tańszych części zamiennych do samochodu czy tańszych zamienników przyjmowanych leków.

Podnoszony przez rząd argument, który mówił, że Polska podpisała ACTA, aby nie być postrzegana jako kraj popierający piractwo właśnie upadł ;) Niemcy właśnie wycofały się z zamiaru podpisania umowy. Jak widać są kraje, które dbają o własne interesy i wszyscy widzimy, że lepiej na tym wychodzą.

Jeśli chodzi o spotkanie Premiera z obiema stronami konfliktu ws. ACTA. Sam sposób jego organizacji był przygotowany tak, aby zjawiło się na nim jak najmniej chętnych. Zaproszenia na poniedziałkowe spotkanie zostało rozesłane w piątek, po godzinach pracy, świetne wyczucie. Przez to naprawdę wielu bloggerów i innych zaproszonych osób nie udało się na spotkanie (choćby Niebezpiecznik czy Kominek, a rząd zyskał genialny argument: podnosili tyle szumu w proteście, a nie chcieli przyjść porozmawiać na spokojnie. Bardzo zgrabne posunięcie :)

Cała sprawa ACTA, zdaje się przelała czarę goryczy u wielu ludzi napełniającą się już od dłuższego czasu. Mimo tego z perspektywy czasu (którą specjalnie chciałem mieć do dyspozycji podczas pisania tego wywodu) widać, że szum medialny powoli cichnie, zwłaszcza w mainstreamowych mediach, a cała sprawa pewnie skończy się na ratyfikacji umowy...