O dzisiejszej lekcji religii słów kilka

Dzisiejsza lekcja religii rozpoczęła się tradycyjnie modlitwą. Mowa w niej była o rodzinach rozbitych przez nierozważne zawarcie małżeństwa. Pani I. żarliwie modliła się, aby Bóg zjednoczył je z powrotem. Ja rozumiem, że chrześcijanie w zasadzie żyją nadzieją, ale nawet nie wyznając poglądu nadzieja matką głupich trzeba przyznać że szanse na ponowne zejście się po rozwodzie są minimalne, a zazwyczaj zerowe. Ale cóż. Przejdźmy do lekcji właściwej...

Dzisiejsza lekcja skupiała się w zasadzie wokół konfliktu pani I. z Miśkiem. Faktem jest że dialogu dokładnie nie pamiętam, ale postaram się go odtworzyć.

(Misiek ciągle wtrąca się pani I. w słowo, neguje sens wiary)
- Ale po co w ogóle chodzić do kościoła skoro można się pomodlić w domu?
- Nie, nie moż...
- No jak to nie?
- Nie przeginaj, bo zadzwonię do twoich rodziców
- Ale się boję. Już wszyscy nauczyciele mi tym grozili.
- Ale ja pójdę od słów do czynów.
- Grozi mi pani?
- Nie, ostrzegam.
- Aha, spoko.

Nie wykluczam że tutaj zacytowany dialog jest w ogóle nie śmieszny, ale no cóż... Żeby to zrozumieć trzeba było tam być.

Jeden komentarz do “O dzisiejszej lekcji religii słów kilka

  1. Ja swojego katechetę wspominam bardzo milo. Zawsze monolog, nigdy dialog. Nigdy nie można było z nim dojść do konsensusu bo forsował swoją wizję świata.

    Przypomniał mi się taki śmieszny dialog kolegi z nauczycielem :D

    Nauczyciel: Zapraszamy Pana Darka do odpowiedzi.
    Kolega: (podszedł, odpowiadał)
    Nauczyciel: sosenka (jedynka)
    Kolega: Ja sobie to zapamiętam! (z akcentem jak filmu Job)
    Nauczyciel: Grozisz mi?
    Nauczyciel (po chwili): Uwaga do dziennika: „Dariusz K. grozi nauczycielowi na lekcji”

    Mina wychowawczyni bezcenna, a jeszcze lepsza rodzica bo uwaga poszła tuż przed zebraniem :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *